Czy miasta przyszłości będą bardziej gęste, czy bardziej rozproszone?

Miasta przyszłości raczej nie będą po prostu „większe”, tylko inaczej ułożone

Najuczciwsza odpowiedź brzmi: bardziej gęste, ale nie wszędzie i nie za wszelką cenę. W Europie coraz wyraźniej rośnie przekonanie, że niekontrolowane rozlewanie się zabudowy jest kosztowne gospodarczo, słabe środowiskowo i trudne do pogodzenia z celami klimatycznymi oraz mieszkaniowymi. Komisja Europejska podkreśla, że około 75% ludności UE, czyli blisko 340 mln osób, mieszka dziś w miastach i innych obszarach zurbanizowanych, a miasta jednocześnie muszą mierzyć się z niedoborem dostępnych mieszkań, wysokimi kosztami energii, ograniczeniami dostępności i skutkami zmiany klimatu.

To nie oznacza jednak, że przyszłość wszędzie będzie wyglądała jak jedna wielka kampania na rzecz maksymalnego dogęszczania. OECD zwraca uwagę, że choć między 2001 a 2021 rokiem około 80% funkcjonalnych obszarów miejskich w krajach OECD rosło, to niemal 1 na 5 jednocześnie tracił ludność, a w samej UE 40% miast poniżej 250 tys. mieszkańców zanotowało spadek populacji między 2011 a 2021 rokiem. To bardzo ważne, bo pokazuje, że urbanistyczna przyszłość Europy nie będzie jednolita: część miast będzie musiała się zagęszczać, a część raczej mądrze zarządzać kurczeniem się i nadmiarem infrastruktury.

Gęstsze miasta mają dziś przewagę ekonomiczną i środowiskową

Rozlewanie się zabudowy staje się coraz trudniejsze do obrony

Europejska debata urbanistyczna coraz mocniej przesuwa się w stronę modelu compact city, czyli miasta bardziej zwartego, opartego na dogęszczaniu, regeneracji terenów już zurbanizowanych i ograniczaniu dalszego rozlewania się zabudowy. Ocena ex ante dla nowego partnerstwa Urban Agenda for the EU wprost wskazuje, że taki model sprzyja bardziej efektywnemu transportowi publicznemu, bardziej opłacalnej infrastrukturze, lepszemu dostępowi do usług i ochronie terenów niezabudowanych. Ten sam dokument podkreśla też, że gęstsze miasta mogą ograniczać zużycie paliw, presję na grunty i emisje, a jednocześnie wspierać lokalne usługi i wspólnoty.

OECD idzie w podobnym kierunku. W raporcie Cities turning crisis into change organizacja podkreśla, że gęstsze lub bardziej kompaktowe miasta mają zwykle niższe emisje CO2 per capita, mniejsze zużycie energii i gruntów, wyższą produktywność oraz lepsze warunki dla transportu publicznego. To ważne, bo pokazuje, że spór o gęstość nie dotyczy wyłącznie estetyki czy ideologii urbanistycznej. Coraz częściej chodzi o bardzo praktyczny rachunek: ile kosztuje miasto w utrzymaniu, ile emituje i jak sprawnie działa na co dzień.

Rozproszona zabudowa podnosi koszty infrastruktury

Jednym z najmocniejszych argumentów za bardziej zwartym miastem są finanse. OECD wskazuje, że w obszarach o niższej gęstości koszty infrastruktury i usług publicznych w przeliczeniu na mieszkańca rosną, a przy spadku liczby ludności szczególnie widoczne stają się wysokie koszty stałe utrzymania już istniejącej infrastruktury. Organizacja wprost zaznacza, że tam, gdzie ludności jest mniej lub osiedla są bardziej rozproszone, trudniej utrzymać efekt skali, a koszty jednostkowe rosną.

To właśnie dlatego coraz trudniej bronić modelu, w którym miasta rozlewają się na kolejne tereny, a potem muszą doprowadzać tam drogi, wodociągi, kanalizację, transport zbiorowy i usługi publiczne. Gdy zabudowa rozchodzi się coraz dalej, miasto nie tylko zajmuje więcej gruntu, ale też staje się droższe w obsłudze. W dłuższym okresie to oznacza większą presję na budżety samorządowe i słabszą efektywność wydatków publicznych.

Ale samo dogęszczanie nie jest jeszcze receptą na dobre miasto

Zbyt prosta gęstość może podnieść ceny i pogorszyć jakość życia

Największy błąd polegałby dziś na uznaniu, że skoro rozlewanie się miast jest problemem, to trzeba po prostu budować gęściej wszędzie, gdzie tylko się da. Dokumenty unijne i eksperckie są w tej sprawie ostrożniejsze. Ocena Compact Cities zaznacza wprost, że polityki zwartego miasta wiążą się z trade-offami: mogą poprawiać efektywność przestrzenną, ale jednocześnie zwiększać koszty mieszkań, nasilać gentryfikację, pogarszać efekt miejskiej wyspy ciepła i prowadzić do utraty zieleni, jeśli zielona infrastruktura oraz rozwiązania oparte na naturze nie staną się centralnym elementem projektowania.

Podobny wniosek płynie z rekomendacji Europejskiej Housing Advisory Board. Rada wskazuje, że zrównoważone dogęszczanie powinno opierać się na aktywizacji niedostatecznie wykorzystanych przestrzeni, renowacji i ponownym użyciu istniejących budynków, zamiast prostego „budowania na zewnątrz”. Jednocześnie podkreśla, że dostęp do przystępnego cenowo, dobrze zlokalizowanego mieszkalnictwa powinien umożliwiać życie blisko edukacji i pracy, co wspiera mobilność pracowników i pomaga pracodawcom przyciągać oraz utrzymywać kadrę. To oznacza, że dobra gęstość nie polega na ściskaniu większej liczby mieszkańców na tej samej powierzchni, tylko na lepszym wykorzystaniu już istniejącej tkanki miejskiej.

Zielona przestrzeń i klimat miasta będą równie ważne jak liczba mieszkań na hektar

EEA ostrzega, że rosnący land take, czyli przekształcanie terenów naturalnych i rolnych w powierzchnie sztuczne, osłabia odporność ekosystemów, zwiększa ryzyko powodziowe przez większy spływ powierzchniowy i nasila skutki fal upałów w miastach. Co więcej, średnie roczne tempo takiego zajmowania gruntów w miastach i ich strefach dojazdowych w UE wzrosło o około 32% — z 410 km² rocznie w latach 2012–2018 do 540 km² rocznie w latach 2018–2021. Europa jest przez to obecnie raczej off track wobec celu no net land take by 2050.

To oznacza, że miasta przyszłości będą musiały być bardziej zwarte, ale jednocześnie bardziej zielone i chłodniejsze. Sama gęstość nie wystarczy, jeśli nie będzie jej towarzyszyć retencja, drzewa, przestrzeń publiczna i ochrona terenów biologicznie czynnych. W przeciwnym razie miasto stanie się wprawdzie krótsze i bardziej „efektywne” na mapie, ale gorsze do życia podczas coraz częstszych upałów i zjawisk ekstremalnych.

Mobilność będzie jednym z głównych testów tego, jaki model miasta wygra

Gęstsze miasta lepiej współpracują z transportem publicznym

Jednym z najmocniejszych argumentów za większą zwartością jest transport. OECD podaje, że w centrach miejskich 84% mieszkańców może dojść do przystanku transportu publicznego w ciągu 10 minut, podczas gdy w strefach podmiejskich dotyczy to 56% mieszkańców. To bardzo dobrze pokazuje, że gęstość i dostępność usług transportowych są ze sobą silnie powiązane. Im bardziej rozproszone miasto, tym trudniej zapewnić transport zbiorowy, który jest jednocześnie częsty, opłacalny i wygodny.

Z perspektywy klimatycznej i zdrowotnej ma to ogromne znaczenie. EEA przypomina, że transport odpowiadał za prawie jedną trzecią unijnych emisji gazów cieplarnianych w 2023 roku, a równocześnie pozostaje źródłem hałasu, zanieczyszczenia powietrza i kongestii. Jeśli więc miasta przyszłości mają być bardziej zrównoważone, trudno sobie wyobrazić, by wygrał model jeszcze bardziej rozproszony i jeszcze silniej uzależniony od samochodu.

Ale nie każde miasto powinno kopiować metropolię

To jednak nie znaczy, że każda miejscowość powinna ślepo dążyć do maksymalnej intensywności zabudowy. OECD wyraźnie pokazuje, że część mniejszych miast i obszarów funkcjonalnych traci ludność, a w takich warunkach priorytetem nie zawsze jest dalsze zagęszczanie. Czasem ważniejsze staje się lepsze dostosowanie infrastruktury do realnej liczby mieszkańców, utrzymanie dostępności usług i unikanie dalszego rozpraszania zabudowy w sytuacji, gdy miasto już ma problem z wykorzystaniem tego, co istnieje.

Prawdziwa odpowiedź brzmi: miasta przyszłości będą bardziej zwarte tam, gdzie to ma sens funkcjonalny

W dużych metropoliach przewagę ma model bardziej kompaktowy

W największych ośrodkach przyszłość wygląda raczej na bardziej zwartą, wielofunkcyjną i opartą na regeneracji, a nie na dalsze rozlewanie się suburbiów. Przemawiają za tym jednocześnie koszty infrastruktury, transport, klimat, dostępność usług i presja mieszkaniowa. Komisja Europejska, OECD i dokumenty Urban Agenda praktycznie zgodnie pokazują, że to właśnie lepsze wykorzystanie istniejącej tkanki miejskiej, ograniczanie sprawl i łączenie mieszkalnictwa z usługami oraz transportem dają dziś najbardziej racjonalny kierunek rozwoju.

W mniejszych i kurczących się miastach ważniejsza będzie „mądra koncentracja” niż samo zagęszczanie

Tam, gdzie populacja spada, odpowiedzią nie musi być „więcej gęstości”, tylko lepsza koncentracja funkcji, rezygnacja z dalszej ekspansji terytorialnej, lepsze wykorzystanie pustostanów i utrzymanie usług w miejscach dostępnych dla mieszkańców. To bardziej strategia right-sizing niż klasycznego dogęszczania. OECD pokazuje bowiem jasno, że przy spadku liczby ludności utrzymywanie rozproszonej infrastruktury staje się coraz droższe, a planowanie przestrzenne musi brać pod uwagę starzenie się ludności, mniejszą bazę podatkową i rosnące koszty jednostkowe usług.

Największym zwycięzcą nie będzie ani skrajna gęstość, ani dalsze rozproszenie

Poniżej sedno tej zmiany w prostym ujęciu:

ModelCo dajeGłówne ryzyko
Bardziej rozproszonywięcej przestrzeni prywatnej, niższa presja zagęszczeniawyższe koszty infrastruktury, większa zależność od auta, większy land take
Bardziej gęstylepszy transport, niższe zużycie gruntów, większa efektywność usługwzrost cen mieszkań, ryzyko wysp ciepła, presja na zieleń
Zwarty i dobrze zaprojektowanynajlepszy bilans między dostępnością, mobilnością i kosztamiwymaga lepszego planowania, nie dzieje się „sam”

Czyli jakie będą miasta przyszłości?

Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że miasta przyszłości będą bardziej gęste niż dziś w sensie funkcjonalnym, ale niekoniecznie wszędzie bardziej „ciasne” w prostym sensie fizycznym. Będą raczej próbowały skracać dystanse, domykać tkankę miejską, odzyskiwać tereny już zurbanizowane i lepiej łączyć mieszkania z transportem, zielenią oraz usługami. Jednocześnie część miast — zwłaszcza mniejszych i tracących ludność — będzie musiała uczyć się nie tyle ekspansji, ile mądrej koncentracji i ograniczania dalszego rozpraszania.

Najkrócej: miasta przyszłości będą bardziej zwarte, ale tylko wtedy, gdy gęstość będzie służyła jakości życia, a nie wyłącznie maksymalizacji zabudowy. To właśnie ta różnica rozstrzygnie, czy przyszłe miasta okażą się naprawdę lepsze, czy tylko bardziej zapchane.

0